Strona główna > Duchowość, Prywatne > Jelcz-mój piec ognisty

Jelcz-mój piec ognisty

Jelcz, Jelcz … to miejsce mojego oczyszczenia, swoisty Boży piec ognisty przez który przeszedłem, na zawsze wpisane w mojej pamięci. 
Jelcz to miejsce mojej służby misyjnej mniej więcej od połowy kwietnia 2012 aż do połowy marca 2013.

Ten post to min. wypowiedzenie emocji, próba zmierzenia się z tym doświadczeniem, szczególnie dlatego że ta placówka jest już zamknięta w nieprzyjemnej atmosferze. 
Co się tam działo, co tam robiliśmy, czemu to było Boże oczyszczenie, … jak również galerię zdjęć w dużym rozmiarze znajdziecie w dalszej części wpisu, zapraszam do czytania (przeredagowane 19.IV)

.
.

Geneza

Teren-park-ośrodek w Jelczu do 1945 roku był miejscem zamieszkania niemieckiego barona, olbrzymi pałac i park (9,5 ha) wraz z wieloma budynkami,
od 45r przez parę lat stacjonowała tu armia radziecka, potem do 90r. była to jednostka wojskowa WP,
po jej likwidacji teren ‚dostał się’ Wrocławskiej parafii i jej proboszczowi ks. Franciszkowi Głodowi. Teren został odremotnowany i ‚uruchomiony’ pod różne rekolekcje, jako ośrodek charytatywny dla bezdomnych, …. .
Niestety powódź i inne wydarzenia spowodowały że ośrodek działał prężnie tylko gdzieś do 2005-7 roku a potem zaczął powoli niszczeć.

Zaczynamy

W tej sytuacji, na koniec marca 2012 pojawiliśmy się my-Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji (Szkoła Maryi), ‚dostaliśmy’ ten teren-ośrodek pod użytkowanie.
Moi przełożeni chcieli ‚uruchomić’ ten ośrodek dla naszych-Szkolnych rekolekcji, przede wszystkim dla dużych Szkół letnich (100-200 osób x 2-4 sesje 10 dniowe latem) ale także dla mniejszych rekolekcji przez cały rok. Ogólnie, to miał być nasz polski dom, taki Krasiłów-bis w Poslce, miejsce zamieszkania wspólnoty stałej-Diakonii,  przyjazne-otwarte miejsce dla ‚naszych’ ludzi, gdzie zawsze można znaleźć nocleg, modlącą się wspólnotę, miejsce na mniejsze i większe spotkania i rekolekcje, magazyn dla rzeczy i pomocy humanitarnej, … .

Nasi pierwsi ludzie – p. Róża i polskie misjonarki (Justyna, Joanna, Ewelina) pojawiły się w Jelczu gdzieś pod koniec marca ’12 a jako że teren jest wielki, noce ciemnie, dom zimny i psujący się, ta kobieca ekipa rozpaczliwie potrzebowała męskiej pomocy, i w tych to okolicznościach do Jelcza zostałem wysłany ja – gdzieś tak w połowie kwietnia 2012, a mniej więcej od czerwca aż do końca byłem (niestety) głównym odpowiedzialnym na miejscu, z czasem nazwano mnie … gwardianem🙂 (to franciszkańskie nazewnictwo, coś jak przeor chyba).

Naszym zadaniem było ‚przeżyć’, tworzyć wspólnotę, sprzątać i remontować dom, wkrótce do Jelcza przybyli tez nasi rehabilitancji z Litwy jako ekipa remontowa.

Piec ognisty

Jelcz – to słowo klucz dla nas – dla pierwszej ekipy misjonarzy (misjonarki Justyna Joanna Ewelina, p. Róża, ja, Oskar).
Trudne warunki życia przez pierwsze 2-3 miesiące –
wszechogarniający bałagan i brud, zagrzybiony stary zabytkowy psujący się budynek, remonty, wielka presja ze strony przełożonych, rehabilitancji alkoholicy którzy z nami żyli, trudy życia wspólnotowego, stres i ilość pracy,
– to wszystko b. mocno się w nas odcisnęło, było swoistą traumą ale też czynnikiem jednoczącym, stymulatorem przyspieszonego rozwoju.

Presja vs. rozeznanie Wspólnoty


W Jelczu chyba po raz pierwszy mocno doświadczyłem siły wspólnoty i siły wspólnej modlitwy.
Właśnie w takich w/w trudnych okolicznościach, wielkich żądań-oczekiwań co do nas-misjonarzy i naszej pracy – wielkiej presji,
uratowała nas wspólna modlitwa, dzielenie się, to że pomimo wielkich napięć między nami potrafiliśmy przychodzić na wspólną modlitwę, nawet automatycznie, pokonując niechęć i złość między nami, zranienia jakie sobie zadawaliśmy w tych stresujących olicznościach.
To właśnie na wspólnej modlitwie, takiej najprostszej – medytacji słowa z dzieleniem, brewiarzem z dzieleniem, Bóg zaczął pokazywać co i jak, umacniał.
To  na pewno moje doświadczenie, ale nie tylko moje.

Jelcz to też doświadczenie wspólnoty, chyba pierwsze w moim życiu doświadczenie ‚miłości’ wspólnotowego życia, że ‚dobrze jest gdy bracia i siostry są razem’.
Tak bywało. Czasami🙂.

Praca z uzależnionymi

W Jelczu ‚otworzyły się moje oczy’ na pracę z rehabilitantami – alkoholikami.
Do tej pory miałem okazję sluzyć w naszych centrach terapii uzależnionych, ale byłem tam bardziej taką ‚marionetką’ którą łatwo było oszukać.
Osoby uzależnione – chcąc nie chcąc – są doskonałymi manipulatorami. To nałóg – alkohol, narkotyki – wytworzyły w nich takie schematy działania.
To właśnie w Jelczu ‚przejrzałem’ i dopiero teraz jestem w miarę gotów pracować i pomagać takim osobom.

Moja sunia Diana

W Jelczu – po raz pierwszy w dorosłym życiu – pokochałem zwierzę – naszego psa Dianę, wilczura.🙂
To naprawdę dziwne🙂, od początkowej niechęci i obojętności, z biegiem miesięcy, przeszedłem do .. po prostu ukochania tej mojej suni.
Diana potrafiła na mnie czekać przez wiele godzin przy bramie, np. na mrozie, będąc prawie całkowicie zasypana śniegiem, tylko oczki było już widać.🙂

Maryja i Józef z siekierą.

W Jelczu już na dobre Bóg ‚otworzył’ mnie na Maryję, oczywiście posługując się ludźmi, tu wielkie podziękowania dla Justyny.

W Jelczu miałem okazję ‚mężnieć’, robić typowo męskie prace, jak remonty, cięcie i rąbanie drewna (tez piłą spalinową🙂 ), palić węglem w piecu, tahać cięzkie rzeczy, …… .
Teraz, patrząc na dym z komina, jestem w stanie powiedzieć czym jest palone, czy to mokry węgiel, węgiel, drewno czy może smieci.🙂.

Zmiłuj się nade mną Panie w łaskawości Swojej

Jelcz to też oczywiście moja słabość.
Chyba najgorsza jest .. władza. Gdy człowiek dostaje władzę nad drugim człowiekiem, wychodzi z niego faryzeusz.
Zaczyna się faryzejskie formuowanie jaki powinień być ten nad którym mam władzę, jak powinien funkcjonować …. .
I np. zaczynam stosować podwójne kryteria, łagodne dla siebie, surowe dla drugiego-podwładnego.
Tak choroba dotyka chyba wszystkich którzy dostają władzę. Zmiłuj się nad nami Panie.

Nikt nie potrzebuje mnie tak bardzo jak ja potrzebuję Chrystusa

To słowa siostry Bridge McKenna, jak bardzo prawdziwe.
W Jelczu, w warunkach gdy czasem wszyscy i wszystko chcieli mi wejść na głowę nauczyłem się że jest taki moment, jest taka granica, poza którą za nic w świecie nie mogę się posunać.
Jest pewna ilość modlitwy osobistej, ciszy, czytania słowa, harmonogram spowiedzi i mszy którego ZA NIC W ŚWIECIE NIE WOLNO ‚ODDAĆ’.
Ja to sobie streściłem w zdaniu’ To ja jestem odpowiedzialny za swoją oliwę’ – w oparciu o przypowieść o pannach roztropnych i głupich.
Bóg nie przyjmuje usprawiedliwienia: zgrzeszyłem, bo pospiech … roztargnienie … zdenerwowanie … brak ciszy … Ducha Św … a suma sumarum bo za mało się modliłem bo takie  były okoliczności.
Także ‚po śmierci’ nikt mi nie odstapi swojej oliwy=Ducha Świętego=Owoców Modlitwy.
Jest pewna granica duchowego ‚życia i śmierci’ której nie przekroczę nawet za cenę nieposłuszeństwa do przełożonych czy zgorszenia ludzi naokoło.
To np. będzie czasem ucieczka na modlitwę osobistą lub przygotowanie do spowiedzi i spowiedź gdy wszystko naokoło się wali i pali,
to będzie konieczność corocznych rekolekcji indywidualnych w ciszy,.

Granice władzy i posłuszeństwa

Posłuszeństwo, jego nadużywanie, granice posłuszeństwa – mocno przerobiłem i przemodliłem ten temat.
Już wiem że domagać się posłuszeństwa można jedynie tam, w tych obszarach gdzie bierze się za kogoś odpowiedzialność.
‚A kto chce być największy między wami niech będzie waszym sługą’. I podobnie Jezus umywający nogi.
‚…Wielcy tego świata dają odczuć swoją władzę …’.
Temat szeroki, może na inny post.

Dobre Owoce

Konkretne owoce Jelcza oczywiście też są, prócz tych ‚uzdrowienia’ wewnętrznego o których piszę.
Koinonia Szkoły w czerwcu ’12. Niezapomniana letnia oaza w lipcu ’12. Pobyt sióstr Maryi grudzień-luty.
Roman !! Roman z Poznania który w końcu zdecydował się trzeźwieć i wyjechał do Centrum Rehabilitacyjnego (terapii).
Ewangelizacje we Wrocławiu i Jelczu.
Głoszenie i zbiórki odzieży w okolicznych parafiach.
Buda dla Diany, z prawdziwego zdarzenia, podwójne ścianki drewniane, obita od środka kołdrą, z blaszanym dachem !🙂
…..

Koniec

Nasze kobiety (o ironio, na najtrudniejszy początek wysłano kobiety) przybyły do Jelcza w 3 tygodniu Wielkiego Postu ’12, gdzieś na koniec marca ’12.
Ja – jako ten kapitan schodzący ostatni ze statku – wyjechałem ostatni z Jelcza 13 marca ’13, w 3 tygodniu Wielkiego Postu ’13.
‚Szkoła’ była w Jelczu równo rok liturgiczny i prawie rok kalendarzowy (bez 1 lub 2 tygodni).
Myślę że ta cała historia z Jelczem to oczyszczenie Szkoły, oczyszczenie motywacji i sposobów działania, tak w skrócie.
‚Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno trudzą się ci którzy go wznoszą’.

Nie umrę, nie, ale żyć będę i głosił dzieła Pana

Oooch, dużo napisałem.
Kończąc … to był jednak błogosławiony czas. Oczyszczenia, ale też wielu pięknych chwil, radości, wzrastania w Panu.
Dziekuję wszystkim osobom które spotkałem w Jelczu i niech was Bóg błogosławi: , Justyno, Różo, Asiu, Ewelino, Oskarze, Galio, Romanie,
naszym Litwinom: Rimas, Egis, Gitnas,, Ramunas, Ilona, Darius, Bronis, Edward, Gintaras, a także …. Mariusz, Sebastian, Artur, ….. Bohdan, nasze siostry Maryi, misjonarki Asia i Teresa, Oleg, …., p. Leszek i p. Piotr. Małgosia … oazowicze …
Tyle osób, tyle wspomnień tyle sytuacji.

Dla tych co mieli okazję przeczytać ten tekst wcześniej … jak widać zmieniłem to i owo 19.IV🙂, by tekst był mniej ‚krytyczny’ bo zdaje się nie tamtędy była droga.

Poniżej galeria zdjęć, zdjęcia + podpisy tworzą swoista historię, wszystko starałem się zrobić w miarę chronologicznie.
Oczywiście ‚tempo’ jest nierówne, bo raz zdjęć było robionych więcej a w innych okresach wogule na to nawet nie było czasu.
Pokaz slajdów i pojedyńcza zdjęcia można też obejrzeć w dużym rozmiarze bezpośrednio na Picasa, klikając na poniższy pokaz slajdów lub ten link.

Link do galerii Picasa.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Mundabor's Blog

Tradidi quod et accepi: Catholicism without Compromise

Veri Catholici

International Association of Faithful promoting the Eternal Faith

W OBRONIE TRADYCJI I WIARY

Wierzę w jeden, święty, powszechny, apostolski Kościół

Citydesert

Desert Spirituality for the City

Sacerdos Hyacinthus

blog kapłana rzymskokatolickiego

Verbum catholicum

Ku odzyskaniu myślenia katolickiego

Jacek Schmidt

Tylko Prawda jest ciekawa

CATHOLICA

de doctrina & vita Ecclesiæ

From Rome

An International Venue for Catholic Thought

Ku Konfederacji Barskiej

Bo na Chrystusa my poszli werbunek, słudzy Maryi

Wide Awake Family

Our Journey of Fostering, Adopting, and Going

7 dni - prawdziwe wyzwanie to poznać Świat

Kilka moich prywatnych spostrzeżeń i przemyśleń o ekonomii, polityce i społeczeństwie

W Drodze do Nieba Bram

Totus Tuus ego sum, Maria, et omnia mea Tua sunt

Na brzegu Ewangelii

Blog refleksji zbyt osobistych

%d bloggers like this: